Nawet tutaj nie jesteś bezpieczny

To był koszmar.
Przez pół roku leczyłam zaropiałe powieki. Straciłam wszystkie rzęsy i brwi. Oczy tak mnie swędziały, że miałam ochotę je wydrapać. I to wszystko po wizycie u kosmetyczki.

! Prawie pół roku musiałam smarować oczy antybiotykami, bo w gabinecie kosmetycznym zafundowano mi nużycę.

42 - Ilona do dziś na wspomnienie pamiętnej wizyty wzdryga się. Nie życzę wrogowi, mówi.
Nużyce, to pasożyty z rodziny roztoczy. Powodują m.in. wypadanie włosów i wywołują uciążliwe stany zapalne skóry.

Można się nimi zarazić, stosując przybory kosmetyczne zainfekowanej osoby, jej ręczniki lub ubrania. Nużyce wywołują zapalenie mieszków włosowych, co może prowadzić do ich utraty.

Przebieg zakażenia nie zawsze musi być tak dramatyczny jak u Ilony, jednak leczenie wymaga czasu.

Zakażenie nużycąIlona - To był jedyny raz, gdy skusiłam się na wizytę w obcym salonie. Od lat chodzę do tej samej kosmetyczki, bo wiem, czego się u niej i od niej mogę spodziewać. Ten jeden raz postanowiłam zrobić sobie regulację brwi i hennę na rzęsy podczas wakacji w nadmorskim kurorcie. Pani, która mnie obsłużyła, była niezwykle miła. Kasa za tak drobną usługę, zadziwiająco duża, no i ten dodatkowy prezencik...

Jestem pewna, że zostałam obsłużona niewysterylizowaną, zainfekowaną pincetą.

Niesterylizowanie przyrządów do pielęgnacji ciała i włosów to jedno z największych przewinień w salonach piękności. W wielu z nich nie uświadczy się nie tylko specjalistycznych urządzeń do sterylizacji (są za drogie!), ale też dobrej woli u samych pracownic, które mogłyby narzędzia dezynfekować, ale tego nie robią.

 

Na największą ignorancję pozwalają sobie panie manicurzystki i fryzjerki. Z beztroską obsługują kolejne klientki tymi samymi, niezdezynfekowanymi cążkami, pilnikami, szczotkami i lokówkami. Beztroskie okazują się również same klientki, które nie chcą lub do głowy im nie przyjdzie, że trzeba zwrócić uwagę, czy aby na pewno powierzają swoje dłonie, stopy, włosy i skórę w odpowiedzialne ręce.

- Opamiętałam się po trzeciej wizycie u mojej dobrej znajomej, która po kursie dla bezrobotnych zrobiła certyfikat na kosmetyczkę - opowiada Janina. - Anna zaczęła ogłaszać się na przystanku autobusowym. Krótkie info; kosmetyczka i numer telefonu. Ucieszyłam się, że w naszej miejscowości za niewielkie pieniądze będę mogła zrobić sobie paznokcie i brwi, i to jeszcze u zaprzyjaźnionej sąsiadki. Anna przyjmowała mnie w domu. Najpierw regulowała mi brwi pincetą wyciągniętą z kosmetyczki. Żadnego dezynfekowania skóry przed i po zabiegu, o pincecie nie wspomnę.

Opierałam głowę o poręcz fotela i ... po sprawie. Na zrobienie paznokci brała mnie do kuchni. Na blacie stołu czekał na mnie rozłożony ręcznik i miseczka z ciepłą wodą do wymoczenia palców. Podczas wycinania skórek, Ania często się zacinała. Brakowało jej doświadczenia. Raz poszło całkiem sporo krwi. Moja sąsiadka starła ją suchym wacikiem i robiła swoje dalej.

Zaniemówiłam. Wstydziłam się spytać, czy przyrządy, którymi mnie obsługuje są zdezynfekowane.

Gabinet kosmetyczny może założyć każdy. Dla wielu bezrobotnych kobiet, to świetna szansa na własną działalność. To taki rodzaj biznesu, który można prowadzić w domu, uważają niektóre panie. Nie ma wsi, nie ma miejscowości i dzielnicy w mieście, gdzie kobiety nie wiedziałyby o domorosłej specjalistce, przyjmującej po kosztach we własnej kuchni lub w pokoju dziecka. Fryzjerko-kosmetyczka ma satysfakcję, bo nie musi ruszać się z domu. Dzieciak spokojnie leży w łóżeczku. Klientki wychodzą ukontentowane, bo za ścięcie włosów, balejaż, nałożenie farby, makijaż, maseczkę i tipsy zapłaciły grosze. Reszta na kieckę będzie jak znalazł.
- Przez kilka lat chodziłam robić sobie włosy do sąsiadki z naprzeciwka - opowiada Monika z Warszawy. - Młoda, rzutka dziewczyna do południa pracowała w renomowanej firmie fryzjerskiej, a wieczorami przyjmowała klientki w domu, o ile udało się jej wynieść danego dnia kilka grzebieni i szczotek na chatę, aby uczesać takie leniwe i skąpe dziewczyny jak ja. Dla mnie to było bardzo wygodne. Usypiałam dzieciaki i ... myk na czesanie! Pół godzinki i wracałam do domu jak nowa.

WszawicaPłaciłam utalentowanej fryzjerce połowę tego, co musiałabym zostawić w salonie. Sielanka skończyła się, gdy po piętrze rozniosła się wszawica. Nikt nie złapał młodej fryzjerki na gorącym uczynku, ale zgodnie wydedukowałyśmy z innymi mamami przy piaskownicy, że to ona poprzenosiła nam wszy z głowy na głowę brudnymi grzebieniami. W tym czasie w pobliskiej szkole panowała wszawica. Uczesała pewnie jakąś smarkulę przed komunią, potem jej mamę, potem jej sąsiadkę i tak dalej. Z wszami walczyłam pół roku. Zaraziłam dzieci i męża. 

Ilona; Po sławetnej nużycy mam obsesję na punkcie czystości w gabinecie kosmetycznym i u fryzjera. Raz w roku, przed wakacjami, robię sobie pedicure. U mojej sprawdzonej kosmetyczki moczę nogi w zwykłej, plastykowej misce wyściełanej świeżą folią. Słyszałam od koleżanek opowieści, jak to podczas pobytu w SPA, moczyły stopy w porcelanowych naczyniach. No fajnie, mówię wtedy; A czy były one wcześniej wysterylizowane? Skąd wiecie, drogie panie, kto wcześniej nóżki w nich moczył? Owszem, przyjemnie jest wejść do salonu, gdzie owiewa cię nowoczesność i przyjemny dla oka design. Ja jednak wolę poczuć zapach czystości i mieć przekonanie, że miła pani, która mnie obsługuje nie zarazi mnie żadnym świństwem i jest to dla niej ważne. U mojej kosmetyczki muszę trochę poczekać przed zabiegiem manicure, bo na moich oczach kobieta wkłada narzędzia do sterylizatora i mija trochę czasu, aż maszynka zrobi swoje. Nawet jak przynoszę jej swoją pincetę do regulacji brwi, również jest ona sterylizowana. I to mi się podoba!

39 - letni Krzysztof, za usilną namową żony, udał się do kosmetyczki na depilację włosów z torsu i pleców. Zdecydował się na gorący wosk.

- To był szok. Nie przypuszczałem, że takim katuszom z własnej woli poddają się kobiety. Zdarto mi te nieszczęsne włosy z ciała, ale to, jak skóra potem wyglądała, nadaje się do zdjęć ku przestrodze. Zaczerwienione, ogniste plamy, które musiałem leczyć przez kilka tygodni. Jak nic zostałem poparzony. Jednak tak wstydziłem się pobytu w salonie piękności, że zacisnąłem zęby i leczyłem się na własną rękę. Ja, facet, dałem się wkręcić w coś takiego!

Teraz żałuję, bo powinienem był wystąpić o odszkodowanie, albo przynajmniej o zwrot kosztów leczenia drogą maścią na poparzenia. Żonie zabroniłem chodzić do tego salonu. Ona lubiła wyskoczyć sobie tam do solarium. Daję sobie rękę uciąć, że pracują na przestarzałym sprzęcie. Wolę żonę zabrać do Egiptu. Niech nie smaży się pod starymi lampami!

Choroby czyhające w gabinetach kosmetycznychPoparzenia, grzybice, pasożyty, wszawica, w tym również łonowa, ale też zakażenia wirusowe, np. wirusem HIV lub wirusem zapalenia wątroby typu B i C, to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na nas w salonach piękności.

I choć nie zdarzają się one nagminnie, warto zdawać sobie z nich sprawę, zanim powierzymy swoje ciało w obce ręce. Wiele zakażeń i chorób może mieć swoje źródło właśnie w takich miejscach.

Oby trywialna potrzeba zmiany fryzury i wycięcia skórek przy paznokciach, nie zakończyła się dla nas pobytem w szpitalu zakaźnym.

 

kobieta.onet.plźródło: onet.uroda

Autor: Joanna Weyna Szczepańska